Strona naszego Pisma
sierpień 2000
pismo alternatywne przy TAJNIAK.POLINOVA.PL
str 3

WIERSZE BUAZEŃSKIE
poprzednia strona spis treści nastepna strona

TRÓJKĄT

więc odnalazłem długopis
i napisałem co chciałem
na każdą inną sztukę
patrzyła prezydentowa
gotowa by na mnie
także popatrzeć
prezydentowi się kłaniam
może przypnie mi medal

POZACZAS

od tamtych chwil
minęło kilka dotknięć
i żal zdmuchnięty
i smutek
i wstyd który targał
serce dudniące
jak młot
o pustą głowę
był jakiś uśmiech
marne pytanie
i chcieć cię mieć
strach że przegrałem
pewna różnica
takim spotkanie
między miłością
a pożądaniem

19.12.1999.

WSZYSTKIE KRÓTKIE CHWILE

gdzieś w lesie stały trzy domki
z jednego zrezygnowałem
zajrzałem do środkowego
wstąpiłem do tego z prawej
wtedy gdy cień zakrył serce
nieboskłon nad nami się schylił
ktoś skłamał wyciągnąłem rękę
mój gest się tobie pomylił
pamiętam wskoczyłem do rury
a tamta mi siadła na plecach
złapałem ją zatem za nogi
piszczała na wszystkich zakrętach
na koniec jej pomachałem
szczęśliwszy bo znowu się śmiała
ta chwila jest taka krótka
nadzieja jest taka mała

bez akceptacji dla państwa
gdy chwila krótka jest wielce
bez tolerancji dla bólu
chcę trzymać ciebie za ręce
przekornie zaglądam w oczy
bez litości dla samego siebie
bo trzeba dokonać wyboru
do ognia albo do lodu
człowiek się wolnym urodził
więc stoi tak pośrodku
bo nie jest pewny nie sprawdzi
nie zrobi już ani kroku
a przecież tu jest najciemniej
tu słońce świeci nam w oczy
kurczowo się trzymasz niczego
żałośnie wołasz pomocy

a ta ścieżka zawsze jest wąska
tu cieszę się każdą chwilą
czasami nie wiem co dalej
i modlę się by nie zginąć
gdy dobry znajduję kierunek
me serce krzyczy z radości
ty wtedy śmiejesz się ze mnie
marudzisz mi o marności
otwieram oczy i patrzę
ty mówisz to tylko złudzenia
spoglądam wtedy na ciebie
ty twierdzisz że ciebie nie ma
wbrew tobie spijam to światło
bo ono w ciemności świeci
wbrew temu co pragną mi wpoić
ci twoi mroczni i poeci

7.10.1999.

TRZYNASTY

dumni wojownicy
w dzikości swych umysłów
sen o wolności
zamienili w świętość
a owoc jaki
wydała ich ziemia
zmiażdzony pięscią
słusznego systemu
gdy biały orzeł
rozwinął skrzydła
i wzleciał wysoko
nad skalne urwiska
niektórzy ze strachem
zrzucili swą dumę
milknąc w pokorze
bo granica płonie

łuki i strzały
topór wojenny
znów zapłoną oczy
znów popłynie krew
bez szans i nadzei
lecz zdecydowani
bronić do końca
aż nadejdzie śmierć
gdy bialy orzeł
wzlecial wysoko
i nad czarnym szczytem
zatoczyl kolo
ktoś poczul trwogę
gdy otworzył oczy
zrozumiał że ginie
w ogniu historii

kim jest ten człowiek
i skąd takie prawo
przestraszyc się śmierci
w imię narodu
rozkaz wydany
lecz kto ma świadomość
dziś zadudnią bębny
wrogom na pomoc
rozjadą czołgi
tłum na ulicach
kto kogo zabił
nikt nie pamięta
o wschodzie słońca
ktoś zdecydował
bez szans i bez złudzeń
wojna domowa

13.12.1996/97


KTÓŻ JAK BÓG

a może powinienem
wrzucić wszystkie kartki
z twoimi wierszami
w otchłań
nadchodzi moment
gdy zobaczyłaś
dlaczego znów boli to samo
i nienawidzę siebie

w otchłani ciemno
nie ma nic
nawet ciemności
ani otchłani
czarna perła
twardsza niż wszystko
co miałem
nienawidzę siebie

na skraju piekła
wołam o pomoc
bo zawsze można przecież
zrobić coś dobrego
zwykle odchodzę
i nie ma mnie teraz
czuję twój ból
nienawidzę siebie

22.10.1999.

GUMY DO ŻUCIA

buty czołgi i wafle
wstąpiły na wyżyny śmieszności
do baru
siedzą i gaworzą
o bąbelkach
fusach kulturze
i innych panienkach

nic się nie dzieje
zielony półbut i jakaś lufa
leniwie zajadają pierniki
smoła wylewa się spod sufitu
zalewając oczodoly
tym którzy je posiadają
już dymek nie szczypie
poprzednia strona spis treści nastepna strona