poprzednia strona spis treści następna strona
- -

Opowieść doktora Brossmana

Współczesny menadżer

Opowieść o współczesnym manedżerze, choć zdania co do pisowni tegoż są podzielone, zacząć należałoby chyba od mnicha Miodka, brata profesora Miodka z zakladu fotograficznego, który (mnich, nie profesor) menadżerował zasobem miodków pitnych i serów pleśniowych marki "Sekret mnicha Miodka" nad przepaścią. Bo mnich Miodek miał na nazwisko Miodek i miał swoje sekrety, co nie było żadną tajemnicą, chyba że Poliszynela, ale mnich Poliszynel akurat był po ślubach milczenia, wiec bylo pewne, że nic nie powie. Przypadkowi ludzie myśleli, że się obraził, bo tak milczał. A on tak miał od wczesnej młodości. Milczał już w wózeczku, a stroskane sąsiadki w windzie (bo mieszkał w bloku dziesięciopiętrowym) mawiały "jaki on smutny". A on nie był smutny, tylko poważny.
Wieś tańczy, wieś śpiewa - pod tym hasłem poszli i zagłosowali zwolennicy i przeciwnicy przeora, który tak często spał, że aż nie pamiętał czasem co mu się śni, a czasem pamiętał, ale statystycy klasztorni twierdzili, że to przypadek, że śnią mu się rzeczy, które się potem zdarzały. Bo to było tak, że sny brata Miodka nigdy się nie sprawdzały, a sny przeora wręcz przeciwnie - sprawdzały się zawsze. Więc uśredniając statystykom i ich statystom i zatrudnionym dublerom wyszło, że na dwoje babka wróżyła. To znaczy, że sny Miodka i przeora raz się się sprawdzają, a raz nie, czyli wszystko ma usprawiedliwienie w prawach przyrody, czy - jak kto woli - natury, fizyki, matematyki czy czegoś tam jeszcze. W roli niezależnego eksperta wystąpił R. Ziemkiewicz.
Potem zeszło jak zwykle na temat tak nudny, że aż szkoda gadać (nudniejsze bywało tylko gadanie o minionym referendum), czyli na baby. Jeden z mnichów zadał bowiem w przypływie ciekawości pytanie czy weganki karmią swoje dzieci piersią, czy też uważają to za nieludzkie? "Możliwe, że nie" - powiedziała mniszka lekarska i obwieściła, że jest takie mleko sojowe dla niemowląt, które są uczulone na mleko. Tymczasem w drugim końcu sali zaczęto zastanawiać się co w takim razie dzieje się z mlekiem matki. "Nie wszystkie matki karmią swoim mlekiem" - podała do wiadomości mniszka. "Świnie!" krzyknął jakiś wzburzony mnich i golnął sobie. Stuknęli się bracia szklankami i dali sobie z baniek.
Że od tego zależy co matka je (teraz mamy postęp cywizlizacji i alergie), czy dziecko jest wegetarianinem, powiedział szef bezspieczeństwa klasztoru odpowiedzialny za pranie brudnych pieniędzy i bielizny.
Na sali był obecny koń, który rzeczywiście był uczulony na mleko ze sklepu, dlatego kupowano mu to sojowe z apteki, a soja, jak wiadomo to nie krowa, więc koń czuł się, jak się czuł. Jaki był koń, każdy zresztą widział, więc niejeden klepał go po ramieniu życząc wesołych wakacji, dobrych ocen i miłego popołudnia. Mimo iż koń ani do szkoły nie chodził, ani o wakacjach nawet myśleć co nie miał. A do tego popołudnia miał pracowite bardzo, bo wtedy mnisi wypoczywali czynnie jeżdżąc sobie konno. A koń był jeden.
"Niektóre matki karmią dzieci mlekiem krowy. Albo sąsiadki!" - wykrzyknął kompletnie już pijany mnich od finansów, który kręcił i mataczył, co tłumaczył konsultacjami z najuboższymi mnichami. Nerwowe ruchy, które wykonywał, nie spowodowały rozruchów, aczkolwiek tłumaczono to tym, że mechanizmy tego rodzaju nie działają z dnia na dzień. Obniżenie podatków odtrącanych z kieszonkowego nie wiadomo co zapowiadało. "Może to być też krowa sąsiadki" - palnął radośnie mnich, który przybył tu z okazji rekolekcji, bo był wędrownym rekolekcjonistą. "Nie da ci ojciec, nie da ci matka..." - zagaił ktoś nieśmiało. Polano mu miodku.
Jako że sasiadką mnichów była krowa, trzeba było zakończyć te dywagacje. Tym bardziej, że w końcu ktoś bardziej anonimowy powiedział na ucho Miodkowi "No, ale jest uczulone na to, co je mama po prostu". Miodek nie wiedział jak to ugryźć.
Mniszka zaczęła zajadać łupinki ziemniaków. Przeleciała mucha.
"A jakby tak wychodować krowę, która dawałaby kawę?" - zastanowił się Miodek.
"Smacznego" - powiedział obecny tu Kopernik Mikołaj.
"Cielęta byłyby nerwowe" - pomyslał koń.
"Dziękuję" - wtrąciła mniszka wyciągając apteczkę, bo jako się rzekło, była lekarską.
"To ja juz wolę wodomat, który daje kawę" - rozwinął koń swą myśl.
Za każdym mundurkiem ciągnęły się panny sznurkiem. Mnisi nie za bardzo wiedzieli co robić.
"Krowa, która zamiast wymion ma włoski ekspres do kawy... Która zamiast wymion ma wloski... To byk chyba..." - rozmyślał koń.
Pojawił się epizodycznie Bralczyk. Podał kawę i ciastka i wyszedł. Pojawił się epizodycznie Bralczyk. Podał kawę i ciastka i wyszedł. "Puenty chyba tego wieczora nie będzie" - pomyślał mnich Miodek i zasnął.

John Brossman
Tłumaczenie: Szaman z Plemienia

Za pomoc i cenne uwagi przy tłumaczeniu
dziękuję osobom z kanału #trojka.



poprzednia strona spis treści następna strona