poprzednia strona spis treści następna strona
- -

Clown

Choroba początku wieku

  • Trzy osoby zginęły w wybuchu bomby w izraelskiej restauracji; błyskawiczna riposta izraelskich sił powietrznych spowodowała śmierć dziesięciorga palestyńskich cywilów w tym trojga dzieci...

  • Pijany nastolatek wracający samochodem z dyskoteki potrącił idąca po poboczu kobietę; zmarła ona tuż po przewiezieniu do szpitala...

  • Roman J. wyłudził od bezrobotnych 140 tysięcy złotych obiecując im pomoc w znalezieniu pracy przy robotach sezonowych w Norwegii - obecnie Romana J. listem gończym poszukuje prokuratura...

  • Franciszek C. były dyrektor Departamentu Spraw Nieważnych w Ministerstwie Zarabiania Dużych Pieniędzy w latach 1997 - 2000 zagarnął z państwowej kasy 2 miliony złotych...

Nie - to nie są wiadomości z jakiegoś konkretnego dnia - to są Codzienne wiadomości. Głupota, chamstwo, chciwość i obłuda lejące się szerokimi strumieniami z głośników radioodbiorników i telewizorów, patrzące na nas z gazet i czasopism. I to nie jest sprawa nowa - tak dzieje się od dłuższego czasu, z tą tylko różnicą, że ludzka perfidia pokazuje co raz to nowe, doskonalsze oblicza...

Na całe szczęście nie muszę, nie chcę brać w tym udziału. Ogłaszam wszem i wobec, że jestem chory! Cierpię z powodu Choroby Początku Wieku. Codziennie rano budząc się po czterech godzinach snu, kiedy już uda mi się wmówić sobie samemu, że nie jestem zmęczony, zaczynam odczuwać codzienny strach. Lęk przed wyjściem z mego ciemnego, cichego i spokojnego pokoju. Boję się, gdyż wiem, że udając się do łazienki dopadną mnie pierwsze dźwięki porannych wiadomości słuchanych przez mych rodziców; kolejna porcja nieszczęść, plugastwa i głupoty usiłująca, z tylko sobie znana bezwzględnością, bezlitośnie wedrzeć się w głąb mnie.
Już dobrze; wyszedłem z domu - idę na uczelnię - nie ma radia, nie ma wiadomości, nie dzieje się nic złego. Przez chwilę czuje się bezpiecznie - choć wiem, że gdy będę wracał do domu tą samą droga, chodnik będzie opanowany przez bandę wyrostków w dresach, usiłujących 'pożyczyć' ode mnie walkaman'a; kij im w oko! - teraz czuje się bezpiecznie; Ale ten stan jest zbyt piękny by mógł trwać aż tak długo. Wchodzę do Szczurodromu; nieustannie trwający wyścig bez zasad - tu nie ma przyjaźni, szacunku - liczy się tylko średnia ocen, minimalny czas potrzebny na osiągniecie KARIERY, SUKCES. I nie może być tu miejsca na uczucia - one tylko przeszkadzają - stoją na drodze do upragnionego celu. Brzydzi mnie to! Ale ja to ja, a szczury jak to szczury - nieustannie biegną - prowadząc swoistą grę - podkładając sobie nogi, cisnąc się w kolejkach do profesorskich drzwi tylko po to, by szanowny sor nie był jeszcze zbytnio znudzony uniżnymi i jakże nieszczerymi ukłonami oraz uśmieszkami mającymi na celu zrobić dobre wrażenie, które później pomoże złagodzić braki w edukacji... Co śmieszniejsze - każdy z zawodników co chwila oświadcza swą solidarność z całą grupą stojącą pod drzwiami. Co za absurd! Czy oni myślą, że tego nie widać? Czy myślą, że nie da się zauważyć tej obłudy?

Lecz nie - nie czuję wstrętu do tych ludzi, tylko najzwyklej nie potrafię zaakceptować tej cholernej szopki która ukazuje mi się każdego dnia. Oni widzą to moje niedostosowanie - dlatego trzymają mnie na uboczu - a może to ja siebie sam tu trzymam? Nie wiem - nie mogę wiedzieć - jestem przecież chory...
No dobrze - jest późne popołudnie - wracam do domu - zgodnie z przewidywaniami grupki w paskach na spodniach siedzą na okolicznych ławkach i murkach. Pozostaje mi tylko modlić się, by żadnemu z chłopców nie przyszło do głowy podreperować swojego budżetu. Zza rogu dobiega mnie odgłos jakiejś nieziemskiej awantury o wódkę - ku zdziwieniu spostrzegam, że przecież to są sąsiedzi z kamienicy w której mieszkam - więc głupota zawitała już prawie do mych drzwi...

Cóż pozostaje? Być częścią tego świata i podporządkować się zasadom na nim obowiązującym? Na całe szczęście Choroba Początku Wieku nie pozwala mi na to. Wolę pozostać w cieniu - i z pozycji ukrytego obserwatora spoglądać na to co się dzieje i ironicznie to komentować. Gdy i to nie pomaga, moja Przypadłość nakazuje mi sprowadzać zdarzenia rzeczywistości do płaszczyzny absurdu i patrzeć na chorą rzeczywistość niczym na kolejny odcinek Monty Pythona i śmiać się głośno. Tak głośno by ten cholerny świat nie zdołał mnie okaleczyć.
Niestety - czasem i to nie jest w stanie pomóc; wtedy nie pozostaje mi nic innego jak opuścić rolety, zaciągnąć zasłony, zamknąć się w mym ciemnym, cichym i spokojnym pokoju, zapalić fajkę i nie włączać radia. Usiąść w fotelu, patrzeć na rybki beztrosko pływające w akwarium i pomyśleć, oszukać się, że może ten cholerny światowy burdel kiedyś się skończy...
Najpewniej jestem pierwszą osobą u której stwierdzono syndrom Choroby Początku Wieku, ale pociesza mnie fakt, że z całą pewnością nie jestem jedyną ofiarą tej przykrej, ależ jakże wspaniale zbawiennej dolegliwości...

Rybki beztrosko pływają sobie w akwarium, dym z fajki cudnie tańczy wokół lampy. W mym pokoju mrok, cisza;
Spokój
Spokój
Spokój

Clown - Zdrajca



poprzednia strona spis treści następna strona