Strona naszego Pisma
  str.

opowiadania
poprzednia strona spis treści następna strona

ABSURDALNIE ALTERNATYWNA TELENOWELA KANAŁU #PL+8

(w skrócie 2ATKPL8 - prawdziwa nazwa kanału została zmodyfikowana po prośbie)
odcinek szósty (ostatni) pt.
"Mgliście, od rzeczy i niejasno czyli o tym jak w sanatorium można"

Wszystko znikło z pola widzenia przypadkowych widzów komercji rok później. Był luty dwa tysiące drugiego roku, a grupka naszych bohaterów wypoczywała w sanatorium któryś tydzień z rzędu. A może miesiąc któryś, lecz to już było zbyt skomplikowane, jak na ich proste umysły poddane anielskiemu błogostanowi uzdrawiającemu.
Trzeba przyznać, że początkowo niektórzy zachowywali się dość desperacko. Kiedy tylko dotarła wycieczka na miejsce, aż do żywego poruszona wielkością chwili Yenndza zwróciła na siebie uwagę za pomocą pięciu lasek dynamitu przyczepionych do swojej szanownej głowy.
- Cześć Yenndza Smenndza Wrenndza - powiedział apatycznie Falarek, który w tej chwili ją zauważył, a który pochłonięty był rozmową z Jabolem - podrapanym osobnikiem z butelki.
- Czasami myślę, że cię rozumiem, Falarku, ale ty wtedy robisz wszystko, co się tylko da, żeby pozostać niezrozumianym - dobiegł go głos napoju z głębi flaszki.
Ogłupiały Falarek drapał się niemrawo po łbie patrząc na te dziwy, a Yenndza tymczasem nie próżnowała oklejając się poloplastem.
- Chcę mieć pewność, że urwie mi głowę razem z szyją - zagaiła.
- To terrorystka! Łapać ją! - wrzasnął felernie apatyczny F. i rzucił się na czarownicę, która w tej samej chwili rzuciła się do ucieczki. Nie wyszło jej to na dobre, bo poślizgnęła się na falarkowym komplecie zielonych pastylek i runęła jak długa. Falarek w jednej chwili ją obezwładnił za pomocą Jabola.
- Ratunku! Myślałam, że to koniec Telenoweli, a nie gwałt zbiorowy!!! - więcej nie zdążyła nawrzeszczeć, bo przezorny poeta F. złapał ją za yennzyk i zawiązał na nim supełek.
- MAKABRA!!! - wrzeszczał teraz z kolei on kneblując złapaną.
Do dyskusji włączył się Tellico.
- Żyrafa, jesteś tu najmłodsza. Skocz po frugo - rzucił ospale. Gdy poczuł na sobie groźny wzrok paru postaci, dodał: - Ja tam telenowelom nie jestem przeciwny, wręcz przeciwnie - nie mam nic naprzeciwko, ale... A skąd tyle szczęścia naraz? Koniec telenoweli???
- To plotka - stwierdził artystycznie usposobiony F., a jabolowa ofiara coś stęknęła, jakby chciała powiedzieć "nawet najlepsza telenowela musi się kiedyś skończyć".
- Muszę zapełniać dziurę budżetową, którą wykopali gracze w mahjonga - rzucił znowu ospale, jednak tym razem już całkiem od rzeczy, Tellico i wyszedł dając tym samym do zrozumienia co o całej sytuacji sądzi.
Zapadła nic nie znacząca cisza. Delikatny wiaterek tylko sobie szumiał i, jak to w sanatorium, było uroczo.
- Re! - usłyszeli nagle głos zza rogu. Zaraz za głosem pojawiła się i reszta, która go wygenerowała. To był Imer. - Przyszedłem się pożegnać.
- W samą porę - podsumowała Żyrafka, lecz nie zdążyła nic dodać, bo nagle zagłuszył wszystko ryk Tellica, co wziął i wrócił:
- Sam jesteś RE!!! Nie drzyj się, nie jesteś w lesie!!!
I znowu zapadła cisza przerywana tylko szmerem lodowatego strumyczka.
- Niebieskie fasolki są do kitu - stwierdziła Yenndza.
- Kiepski ten knebel - zauważył jabol, a wiedźma kontynuowała:
- Nie powiem.
Zdziwienie, jakie namalowało się na tellikowej twarzy, nie miało sobie równych tego dnia.
- Jakie niebieskie fasolki? Fasolki wszystkich smaków? A skąd masz? Daj jedną! Kurde, co za Yenndza! Byłem ze znajomymi i ich dziećmi w kinie i żałowali, że nie ma fasolek ani żab. Nigdzie nie można kupić, a Yenndza ma sobie fasolę. To niesprawiedliwe. Yenndza, a ile kosztują i gdzie można kupić? No powiedz, no! Co ci zależy.
- Nie powiem.
- Pewnie, że nie powie - zauważył przytomnie jabol z butelki. - Jest zakneblowana.
W tym momencie Yenndza znikła, jak na czarownicę przystało. Panie tej profesji znikanie mają zwykle opanowane do perfekcji, więc nie ma się co dziwić.
- Przyszedłem się pożegnać - powiedział Imer. Miał chyba wrażenie, że nikt go nie słucha, bo jakoś tak niepewnie patrzył. - Jabol, muszę ci coś powiedzieć.
- Wiem co ci powie - wtrącił się paskudny F. - "Jesteś niekulturalny". Albo że cię kocha i że śniłeś mu się dziś. A może powie, że jest twoją siostrą, jak to w telenowelach.
- Nie kocham Jabola - rozwiał jedną z wątpliwości Imer.
- To ja nie wiem co ci powie.
- Powiem coś, czego się nie spodziewacie - niepewnie patrząca postać rozwiała chyba kolejną wątpliwość.
- Ale ja się spodziewam! Otóż powiesz mu, że ma świetną dykcję, jak na Jabola z butelki.
I tu zaczęła się dyskusja na temat śląskiego akcentu podrapanego chłopca z butelki, który swego czasu zadziwić miał podobno samą Żyrafkę, gdy usłyszała z jego ust "kaj ta kartka". Można by się długo rozwodzić na ten temat i przytaczać co lepsze wstawki słowne, lecz niekoniecznie miałoby to głębszy sens. Dyskusja więc trwała w najlepsze, a w samym jej epicentrum przyszła zielarka Jasza z obiadem w formie szpinaku dla każdego, kto wykupił uprzednio abonament. Szpinak był zielony i nieźle przyprawiony czosnkiem, jako że to zdrowa i smakowita przyprawa. Abonenci jedli aż im się uszy trzęsły.
Pierwszy skończył Tellico, bo tylko wiarygodny jest Tellico głodny. Nie chciał się więc najadać.
Falarek pomysłowo skonsumowawszy swoją część, spożył szybko połowę porcji Jaszowatej. Zjadł szybko, bo mu się skończyło.
Inia dużo nie zjadła, bo to delikatna niewiasta.
Żyrafka machała kopytem. Zjadła jak zwykle tyle co szef.
W ogóle wyglądało to wszystko tak nudno, jak tylko wyglądać może w prawdziwej telenoweli.
Yenndza przyszła z kompotem dla abonentów. Kompot był rozlany do kubków, z których każdy miał wykaligrafowane imię właściciela.
- Chyba nie pójdę do kina - stwierdziła. - Po co mi jeszcze jeden film o facecie, który zakochuje się w kobiecie-bluszczu?
Ta myśl, choć może dość banalna na pozór, dała obecnym wiele do myślenia. Yenndza zapisała sobie ich reakcje w kołonotatniku, żeby mieć po powrocie materiał do przemyśleń naukowo filozoficznych.
- Co myślicie o światłojadach? - Tellico skorzystał z faktu, iż atmosfera zrobiła się nieco medyczna. - Podobno w Australii jest koleś, który nie je od 9 lat. A ja spotkałem kobietę, która nie je od 3 tygodni i ma się dobrze.
- Światła nie je od trzech tygodni? - zapytał zaspany Falarek, bo nie mógł w to uwierzyć.
- Podobno to kwestia nastawienia psychicznego. Światło je! Nie je normalnych produktów żywnościowych (bo pozwolisz, że w swoim konserwatyzmie nie zaliczę światła do produktów żywnościowych, mimo że niektórzy nieliczni się nim żywią).
- Hm... W końcu nie samym chlebem żyje człowiek...
- Uważam, że powinniśmy porozmawiać o kulturze, sztuce...
- Najpierw powinniśmy się zastanowić czy na tematy wysokie, duchowe, możemy rozmawiać.
- Czy nie jest to swego rodzaju ekstrawagancja, że mielibyśmy rozmawiać o duchowości?
Ściemniło się i już nie bardzo było wiadomo czyja kwestia należy do kogo. Ważna część codzienności wyznaczająca rytm dnia wolno pulsując zasypiała. Zrobiło się intelektualnie. Nazbyt intelektualnie... Tego zwykły wielbiciel telenowel chyba nie jest w stanie wytrzymać. Wysiłek intelektualny bohaterów sprawił, że wieczór stał się wyjątkowo gęsty - zamglenie zasłoniło to, co jeszcze prześwitywało przez zasłonę nocy. Doszło do tego wreszcie, że nie tylko nie było nic widać, ale i głos się poważnie załamywał.
- Głodny jestem, a tu tak ciemno.
- Poczekaj do rana.
- Myślę, że...
- Zdaje ci się.

Co się stało potem, jest już osobistą sprawą tych państwa, którym nie ma co zaglądać w prywatność, jako że zaszyli się gdzieś po kątach.

(...)



poprzednia strona spis treści następna strona