Strona naszego Pisma
nr 10 (lipiec 2001)Podziemne Pismo w Babilonie Tajniak przy Tajniak S.A. str.

fabularne
poprzednia strona spis treści następna strona

Don Kichote i Agnieszka
akt I częsć 3

Rycerz:

Między nami, Szamanko Mag... Magiczna Magdaleno, zachodzi tak silna zgodność charakterów, że są one takie same.

Szamanka:

One?

Rycerz:

My! Myślę, że one są zgodne, bo są takie same.

Wacuś:

(czyta)

...mmm... Mm...

Rycerz:

Chcę ci dać to, co ty już masz i chcesz dać mi.

Szamanka:

A!

Rycerz:

Nie mogę ci dać tego, czego oczekujesz ode mnie, bo to ja oczekuję tego od ciebie. Nie mamy tego oboje. Za to innych rzeczy mamy za dużo, dajemy więc sobie to, co już mamy. Ciekawy przypadek. I rzadki! No i nic się nie zmienia, nie ma w tym nic ciekawego, interesującego, ani nawet zajmującego. Następuje zderzenie i blokada. Od trzech miesięcy jesteśmy zablokowani. Myślimy, że się rozumiemy, ale nic więcej, bo jesteśmy tacy sami. Nic więcej... Szkoda, że to nie od nas zależy.

Szamanka:

Nie mów tak.

Rycerz:

I tak nic nie rozumiesz.

(następuje chwilowa cisza)

Szamanka:

(po chwilowej ciszy)

Daj mi swoje zdjęcie, Rycerzu.

Rycerz:

(kładzie się)

Nie chce mi się.

(ziewa)

Szamanka:

Ale jesteś, daj mi zdjęcie!

Rycerz:

Nie mam.

Szamanka:

Oj masz. Znowu się obraziłeś.

Rycerz:

Wcale się nie obraziłem. Ale przyjdź jutro, może coś się znajdzie.

Szamanka:

Dobrze, przyjdę jutro.

(cisza, Wacuś czyta)

Wacuś:

Mmmm...

Szamanka:

(po chwili)

Ale nie. Jutro nie mogę.

Rycerz:

Możesz, możesz.

Szamanka:

Nie mogę.

Rycerz:

Co, znowu kręcisz.

Szamanka:

Nie wierzysz mi? Nigdy mi nie wierzysz.

Rycerz:

Wierzę, jutro nie możesz. To przyjdź pojutrze, krętaczko ty.

Szamanka:

Czemu mi nie wierzysz?

Rycerz:

Wierzę ci.

(cisza)

Szamanka:

(po dłuższej chwili zrywa się, wstaje)

No, to idę.

Rycerz:

Pozdrów mego giermka.

(Szamanka odchodzi)

Wacuś:

Co jest?


Scena 5

Rycerz:

Jak to co jest? Poszła.

Wacuś:

(wstaje, chodzi)

Też już pójdę.

Rycerz:

(siedzi, zerka na Wacusia)

Wacuś:

Ale się zaczytałem. Wiesz co ci powiem? Ten panicz w ogóle nie ma talentu.

Rycerz:

On w ogóle jest głupi.

Wacuś:

Języków powinien się uczyć. Tu powinien talent rozwijać. Wiesz co, don Kichotku, widzę go jako wielkiego tłumacza.

Rycerz:

A co, masz wizję?

Wacuś:

Jaką wizję? Ty jeszcze w wizje wierzysz? Tak tylko mówię.

(patrzy na Rycerza)

O czym żeście tak gadali? Nie słyszałem, bo czytałem ten głupkowaty wierszyk. Panicz Robinek pisze jak jakiś przedszkolak. I wiesz co? Myślę, że dobrze jest, że jesteście razem.

Rycerz:

Kto?

Wacuś:

No ty i ta Szamanka. Ona bardziej pasuje do ciebie niż do niego. On się pewnie wyrobi, zrobi karierę. Ale on jest śmieszny. Oni nie pasują. Dobrze, że z nią jesteś. Że ona jest z tobą.

Rycerz:

Bzdety gadasz.

Wacuś:

Wcale nie. Widziałem jak razem szliście. Wszyscy widzieli! Piękny widok, aż oczu nie szło oderwać.

Rycerz:

No, fajnie się szło, ale nie samym chodzeniem żyje człowiek. Zresztą... Eee tam, co ci będę...

Wacuś:

Żadne "eee tam". Jest wam dobrze, jesteście szczęśliwi, co przecież widać, powinniście razem być.

Rycerz:

Tyć.

Wacuś:

Ale czy grasz uczciwie? Nie gryzie cię sumienie? Ten panicz też kiedyś do niej coś czuł.

Rycerz:

On!? Ten zwierzaczek nie ma tu nic do gadania. Zachowuje się jak idiota i jeszcze coś sobie życzy?! W mordę kopany!!!

(kopie książki)

Niech mi się laluś na oczy nie pokazuje, nerwowy jestem, jeszcze mu coś zrobię!

Wacuś:

Rozbrajasz mnie.

Rycerz:


Kurde blade, co znowu?

Wacuś:

(zrywa się)

Nic, trzeba poczytać coś jeszcze.

Rycerz:

Już dziś czytałem.

Wacuś:

Co dziś czytałeś? Ale wiesz co ci powiem? Wy do siebie pasujecie. A resztą się nie przejmuj.

Rycerz:

(zamyśla się)

Mówisz, że pasujemy do siebie?

Wacuś:

Oczywiście, że tak.

Rycerz:

Obrzydliwość, tfu!

(pluje sobie w mordę)

Wacuś:

Hej, co ty robisz? Poplułeś się! To nie ładnie!

Rycerz:

Tfu, tfu! Właśnie, że ładnie!

Wacuś:

To niemoralne!

Rycerz:

Plucie to jeszcze nic. Tfu! Widzisz tego pawia?

Wacuś:

Śmierdzi...

Rycerz:

Otóż ten paw, to też jeszcze nic. Dwa trupy!

Wacuś:

Dwa?

Rycerz:

Zabiłem...

Wacuś:

(przerywa)


Cicho, jesteś przecież rycerzem. To się zdarza rycerzom.

(spogląda podejrzliwie)

Ale, chyba że...

Rycerz:

Tfu! Zabiłem moich starych.

Wacuś:

Sierota.

Rycerz:

Błee!

(porzygał się)

Wacuś:

Idź, świnio! Rycerz, a rzyga. Wstyd, hańba! Zohydziłeś mi tak miłe zajęcie. Cały jesteś zresztą obrzydliwy. Ale co ty mówisz?! Kogo zabiłeś?!

Rycerz:

Starych.

Wacuś:

Jak to!? Jak to się stało!? Jak to było? Kiedy...

Rycerz:

Oj, dawno. Jak to się stało, pytasz. Otóż moja matka ciągle pluła sobie w twarz, nie mogłem na to patrzeć. Wkurzałem się na nią, bo ciągle chodziła zapluta, aż raz nie wytrzymałem. Tfu!

(wyciera się)

Bingo.

Wacuś:

I co? A ojciec też się pluł?

Rycerz:

Nie. Zadźgałem go wtedy, bo okazało się, że tym razem to on ją opluł. Ale byłem zły. Wstyd i hańba! Nie jestem rycerzem. Nie jestem godny być nawet głupim rycerzem!

Wacuś:

Sam jesteś głupi.

Rycerz:

No to przecież mówię.

(łazi)

Czy ty wiesz, jak ja się teraz czuję? Jak zachlaptany błotem! W mordę kopany! Zakała rodu!

Wacuś:

Który sam wymordowałeś.

Rycerz:

No, jeszcze ja zostałem. Nikczemnik.

Wacuś:

Widzę, żeś w rozterce. Rozmawiałeś o tym z kapłanem? Albo jakimś popem, albo rabinem, może z mułłą czy lamą? Co?

Rycerz:

Chodzi ci o osobę duchowną, sługę Bożego?

Wacuś:

No, z biskupem może czy kardynałem, papieżem, szamanem. Szamanem?!

Rycerz:

I co? I tak nic nie wiesz! Co ty o życiu wiesz!

Wacuś:

Nie przejmuj się! Zrób żal za grzechy, pokutę, pielgrzymkę jakąś może...

Rycerz:

Całe życie będę pokutował.

Wacuś:

Mówiłeś, że życie jest wieczne.

Rycerz:

No cóż, będę pokutował aż do śmierci, a kto wie czy nie dłużej. Nędzny robak. Glista ludzka.

Wacuś:

Nie powinieneś się załamywać. Musisz stanąć na nogi, zmienić się, pokutować z nadzieją, miłością i wiarą!

Rycerz:

Nie wtrącaj się, co ty możesz o mnie wiedzieć?

Wacuś:

To co, powiedz mi tylko czy starasz się. Chciałbym to wiedzieć, skoro już tyle mi powiedziałeś. Czy starasz się być dobrym?

Rycerz:

Tak, tak... Chcę być dobry, bo jak nie będę dobry, to będę zły, a tego nie chcę. Wiesz, nieraz myślę, że zmieniam się, że nie ma we mnie tego śmierdzącego zwierzaczka.

Wacuś:

A propos, zaraz coś... Ale skończ, skończ co mówisz.

Rycerz:

A propos czego, zwierzaczka? Co znowu?

Wacuś:

Nic, a propos Maryśki, tej wróżki. Ale co mówiłeś.

Rycerz:

Że mam nadzieję, że chcę być lepszy, ale nieraz myślę sobie, że to nie ma sensu. Pogrążam się wtedy, nie mam siły... Ale nic to. Trzeba się przemóc. I co a propos zwierzaczka?

Wacuś:

A propos Maryśki, tej wróżki... Ten jego wiersz... Co tak się zdenerwowałeś? Myślisz, że znasz ją lepiej od niego? Przecież oni się kochali, połączyła ich wielka miłość.

Rycerz:

Maryśka... Człowieku, nie chce mi się gadać.

Wacuś:

(patrzy się)

Rycerz:

Nie chce mi się.

Wacuś:

Musisz. Powinieneś się wygadać. Co...

Rycerz:

Cicho! Nie chce mi się gadać. Męczysz mnie!

Wacuś:

(się patrzy, podczas gdy Rycerz siedzi z zakrytą rękami twarzą)

Muszę już iść...

Rycerz:

Cicho męczysz...

(cisza; wstaje i oddala się)

Zaraz, czekaj...

(wychodzi)


scena 6

Wacuś:

(siedzi, łazi, może nawet na głowie stanąć, bo został sam; no tak, niech stanie na głowie, będzie to dosyć ciekawe rozwiązanie, albo gwiazdę mógłby zrobić; albo niech łazi w kółko, czyta, myśli, drapie się, patrzy; w brodę na przykład niech się drapie)

Co to się dzieje? Co z nim się dzieje? Ale będą jeszcze z niego ludzie. Będzie wielkim rycerzem. Wielkim? Ogromnym! Żeby się tylko tak nie żołądkował. To jest wielki człowiek! Dumny jestem! Jestem z niego dumny! Ale jestem dumny! Taka znajomość! Muszę się go trzymać, to może się przy nim czegoś nauczę. Mądry człowiek, choć nieszczęśliwy. Don Kichote. Przez "e" na końcu. Chwilami go nie rozumiem. No ale kto zrozumie wielkiego człowieka? Nie dorastam mu do pięt! Napięcie! Co za dramatyczne napięcie! Jakie natężenie wzroku! Nie ma co biadać ani stękać. Bezsprzecznie, jak dwa razy dwa, o nim usłyszy świat. Bezwarunkowo! Na mur! No, ale gdzie on poszedł? Co on tam robi? Może zemdlał gdzie? Pewnie herbatę parzy. Właśnie, co za herbata! Jeszcze świat usłyszy o herbacie don Kichota! Możnowładcy, co nadużywali swej władzy, co nadal jej nadużywają! Niejeden pan feudalny, lenny, arystokrata ze starożytnego rodu, graf niemiecki, baron kurlandzki, basza turecki, ruski kniaź, udzielny książę, nikczemny darmozjad, truteń, pasibrzuch, pasożyt żyjący na cudzy koszt! O, lenie, szkodniki! Zadrżycie jeszcze głupio, zafalujecie na dźwięk jego imienia! O, lizusy, okrutnicy, prześladowcy! Strzeżcie się! Kaci, krzywdziciele! Zwyrodnialcy, co utrudniacie, hamujecie, wnosicie zamęt, rzucacie kłody, stoicie na drodze! On was napotka, ominie, usunie i zwalczy! O, będzie pogrom! Masakra krwawa i straszliwa! O, mdleję, gorze mi, gorze!


Scena 7

(wchodzi z drugiej strony nieśmiało panicz Robin)

Robin:

Co mówisz? Gore ci?

Wacuś:

(patrzy)

Robin:

Co ci gore?

Wacuś:

Gorzej ci?

Robin:

Mi?

Wacuś:

Źle wyglądasz.

Robin :

Ogoliłam się.

Wacuś:

Ładna dziewczynka, trochę schłopiała, ale ładna.

Robin:

Przyszłam po wiersz, bo zapomniałam.

Wacuś:

(z kartką w ręku)

No, ładny wierszyk koleżanka napisała, gratuluję!

Robin:

Dziękuję, panicz mnie zawstydza.

(czerwieni się)

Wacuś:

Coś taka rumiana panienko?

Robin:

A się zarumieniłam, ciepło!

Wacuś:

Oj, ciepło!

Robin:

(poprawia włosy)

Ogoliłam się...

Wacuś:

Tak, śliczna dziewczynka, ogolona! Coś sobie życzysz?

Robin:

Wierszyk, przyszłam po wierszyk, bo zapomniałam.

Wacuś:

No tak, to już wiemy. Ładny wierszyk.

Robin:

Panicz Wacuś też ładny.

Wacuś:

(odsuwa się raptownie, rzuca kartkę)

Błe... Masz, oto twój wierszyk!

Robin:

No wie panicz... Co się panicz zaleca?

(po cichu)

A gdzie ten rycerz?

Wacuś:

Wyszedł, zaraz wróci.

Robin:

Ale mnie był zbluzgał!

Wacuś:

Trzeba się było od razu ogolić.

Robin:

Tak, więc...

Wacuś:

Jak tam twoja historia?

Robin:

No, czytam.

(cisza, od siebie dodam, że jest dzisiaj sobota)

Wacuś:

Czytasz? Ja też tu różne rzeczy czytam.

Robin:

(rozgląda się)


Jejku, ale dużo książek!

Wacuś:

I to wszystko jego!

Robin:

Jego...

(cisza, ogląda jedną z książek)

Wiesz, wkurza mnie.

Wacuś:

Co?

Robin:

On mnie wkurza. Drażni, denerwuje...

Wacuś:

Co, zazdrościsz mu?

Robin:

Czego?

Wacuś:

Że go lubi ta Szamanka. Widziałem dzisiaj.

Robin:

Co?!

Wacuś:

Ale flirtowali!

Robin:

Przecież ona jest moja!

Wacuś:

Ale, co ty? Widziałem przed chwilą!

Robin:

Gdzie on poszedł? Gdzie oni są?

Wacuś:

Uspokój się. Pewnie herbatkę parzy.

Robin:

A ona?

Wacuś:


Poszła gdzieś...

Robin:

Ona jest moja, to jakieś nieporozumienie. Zwidy miałeś Wacku! Niech ją tylko dorwę!

Wacuś:

Zaraz, o co ci chodzi? Rozumiem, byliście kiedyś zaręczeni, ale słyszałem, że na krótko przed ślubem porzuciłeś ją dla innej.

Robin:

Ale Maryśka...

Wacuś:

A, Maryśka! Ta wróżka! Co Maryśka ciebie natomiast porzuciła? Ha! A to pech! Co za nieszczęście! Pewnie znalazła sobie ładniejszego?

Robin:

Zaraz się rozpłaczę.

Wacuś:
Co się stało? Biedactwo!

Robin:

Tak, masz rację. Nie ułożyło mi się z Marysią. Chociaż mnie strasznie kochała. Widziałem jaka była zła, gdy patrzyła na Magdalenę. A jak się biły! Jak się kłóciły! Fiu, fiu! Ale wszystko co dobre, szybko się kończy. Maryśka odeszła...

Wacuś:

No tak, biedny don Kichote...

Robin:

Biedny?! Kto!? To ja jestem biedny, a nie ten złodziej! To ja!!! Chce mi teraz moją Madzię ukraść! Przez niego mam skłonności samobójcze!

Wacuś:

A, słyszałem, słyszałem! Papierosa się paliło! Biedny, nieszczęśliwy panicz, zabić się chciał i piwa się napił! Straszne.

Robin:

Dziękuj mojej mamusi, gdyby nie ona, nie rozmawiałbyś teraz ze mną. Ona mnie pocieszyła, ona mi dodała siły, wiary! Teraz Magdalena jest moja, a ten złodziej znowu chce mi ją zabrać. I to ma być przyjaciel? Ja kocham Madzię, niech on mi jej nie zabiera! On nie ma prawa z nią rozmawiać! Złodziej! Mamusia miała rację! Mówiła: "uważaj, synku, z tym rycerzem to nie ma żartów!" I nie pomyliła się! Gdzie on jest? Gdzie on poszedł? Idę. Nie mów mu, że byłem.

Wacuś:

Wiesz, też idę. Tylko gdzie on poszedł?

Robin:

Ale ja nie chcę go widzieć, chodź.

Wacuś:

Przecież nie wyjdę tak bez pożegnania. Wiesz co myślę? Jeśli z Magdaleną jest ci dobrze, to musisz się z nią ożenić.

Robin:

Idę.

Wacuś:

No dobra, trzeba się zbierać.

Robin:

No chodź wreszcie.

(ciągnie go)

Wacuś:

Spokojnie, spokojnie! Aj, uważaj! Idę przecież, puszczaj!

(oboje wychodzą)


scena 8

(pusto, cicho, zrywa się wiatr, wieje, szumi, dmie, dmucha, owiewa, tchnie, książki wnet unoszą siebie, wirują, tańczą kujawiaka, potem mazura, pląsają, hasają, wywijają obertasa ochoczo, lekko, zgrabnie, z wdziękiem; słychać wrzaski, śmiechy, wybuchy, toasty, śpiewy, modlitwy, wykłady, jazgot, trajkotanie, ktoś niewyraźnie mówi, mamrota, sypie kawałami, śmiech, gardłowanie, jodłowanie, ktoś wymawia sylaby, gaworzy jak niemowlę, przeciąga, zatrąca z włoska; wystrzały, huk bomb, błyskawice, grzmoty, dym, czuć zapach kadzidła, pali się, smród, histeryczne krzyki, raptowny wstrząs, wszystko cichnie w końcu, uspokaja się lecz smród zostaje, książki opadają, wszystko po staremu, smród zostaje i trwa)

scena 9

(wchodzi rycerz, rozgląda się, czai)

Poszli!

(kopie jakąś książkę)

Ale nasyfili. Co za bałagan! Obrzydliwy, nieodpowiedni nieład.

(spogląda na siebie)

Też jestem obrzydliwy. Zapluta świnia.

(kopie książkę dwunastą)

Nie chce mi się czytać!

(bierze do ręki jedną z książek, przegląda)

No, wreszcie poszli, już nie mogłem. Paranoja. To ja idę się schować, żeby ten palant poszedł zniecierpliwiony, to tu ten drugi przybywa. No i usnąłem. Ci dwaj poszli na pierogi.

(obserwuje świecący, latający mały punkcik)

Świetlik?!

(podchodzi do niego bliżej, przygląda mu się, a ten lata)

Spadaj świetlik, ty świnio!

(świetlik znika)

Znikł!!! Aaaaa!!! Znikł!!!

(rzuca się po scenie, krzyczy, w końcu wyczerpany siada na podłodze)

Uch! Chyba go nie było. Uch! Oni tam pierogi żrą, a ja tu co mam? Robić! Ale śmierdzi. Bo narzygane.

(kładzie się)

Nic mi się nie chce. Dostanę świra przy tych głupach. Co za namolność.

(jak chce, to niech wstanie)

No, ale wreszcie mam spokój. Żadnej magii, żadnych czarów. Tylko olbrzymy.

(jak chce, to może łazić albo co)

No tak, zawsze się ich bałem. Przerażające... Straszne potwory. Książki wyraźnie mówią o potworach, a ludzie się śmieją. Nie ma się z czego śmiać, gamonie! Bestie sieją spustoszenie, a oni nie widzą. Śmieją się. Puste głowy. Co za ciemnota w tej krainie! Krainie olbrzymów i głupków. Same głupy dookoła. Herbatki im zrobiłem, to się cieszyli matołki. A to nie była herbata, tylko dzika róża. Debile. To była dzika róża, ani żadna herbata, lura zresztą. Mleka bym dał i powiedział, że to herbata, to by uwierzyli! Jak tu się nie denerwować? Ja przy nich nerwy stracę.

(siada)

Czuję pustkę, kręci mi się w głowie. Nic mi się nie chce.

(kładzie się na plecach)


Łaaa...

(prawa ręka natrafia na leżącą kartkę)

A to co? Karteluszek jakiś.

(siada albo wstaje)

To od Wacusia! Panicza!

(???)

"Wybacz, don Kichotku" - to niby do mnie? - "ale muszę już iść, a ty się nie zjawiasz." Co za głupota, jakbym się zjawił, to dopiero by tu siedział.

(czyta mamrocząc)

I pozdrowienia... Od panicza Robina! Cha, cha! Panicze! A żeby ich pogięło! Ach, co ja mówię! Nie powinienem się tak wyrażać. A żeby was pokręciło! Zniewieściali chłoptasie, panienki na wydaniu! Tfu! Błe, fuj, ale się poplułem. Pluję na was, tfu!

(pluje w publiczność)

Ścierwa, faszyści, bandyci! Nienawidzę was, zdrajcy! Patrzeć na was nie mogę!

(nie patrzy)

Zdrajcy!

(rozwala wszystko)

Uch, słaby jestem. I co ja znowu zrobiłem najlepszego?

(cisza)

Źle robię! Cały czas coś robię. Siedzę i nic nie robię na przykład, to robię "nic nie robię". Spać mi się chce. Która to godzina?

(patrzy na zegarek)

Sto siedemdziesiąt tysięcy dwieście trzydziesta szósta, tracę czas... Nic konkretnego jeszcze nie zrobiłem, a czas mija... Powinienem powiedzieć coś mądrego, ale jak tu być mądrym, skoro już do reszty zidiociałem??? Jestem idiota. Co by tu powiedzieć? I tak nikt mnie nie zrozumie. Po co mówić? Lepiej coś zrobić.

(robi coś)

Ale po co? I tak nikt nie zrozumie.

(rezygnuje)

Nikt nic nie rozumie. Po co dążyć, jeśli nikt nie rozumie? Zrobiłem coś całkiem innego, nie chodzi wcale o to! W żadnym cale! W ogóle! Bez sensu, kompletny kretynizm. Gdzie tu jest obiektywizm? Czy ktoś może spojrzeć na mnie obiektywnie? Pytam się! Banda! Nikt nie może! Nikt nic nie wie! Nikt mnie nie zrozumie! Nigdy! To po co się wypowiada? Po co wypowiadacie o mnie jakieś błędne opinie!? Śmierdzicie! Wszyscy! Odór, syf! Gówno! Rzygam na was!

(nie rzyga)

Rzygam!

(nie rzyga)

I co? Rzygam na was choć wcale nie rzygam! Co wy na to? Walcie się wszyscy! I tak nic nie rozumiecie. Autorewers! Co za inteligencja! Ludzie kultury. Genialne.

(zasypia; kurtyna)


KONIEC PIERWSZEGO AKTU

głosy do ucha
każdy oddzielnie
słowa za okno
genialne piekielnie
uszy do głosu
każdy oddzielnie
okno za słowa
proste piekielnie


ciąg dalszy sztuki w 11 numerze Tajniaka
Leon



poprzednia strona spis treści następna strona