Strona naszego Pisma
nr 10 (lipiec 2001)Podziemne Pismo w Babilonie Tajniak przy Tajniak S.A. str.

fabularne
poprzednia strona spis treści następna strona

ABSURDALNIE ALTERNATYWNA TELENOWELA KANAŁU #PL+8

(w skrócie 2ATKPL8 - prawdziwa nazwa kanału została zmodyfikowana po prośbie)
odcinek czwarty pt.
"Nie mów mi co ma rooobić, sam se mdleeej, to nie telenoweeela, życie to nie baaajka, bo Bajka to jest baaar - czyli nowa piosenka Tellica nazwana permanentną inwigilacją!"

Aby zaspokoić potrzeby czytelników Tajniaka, którzy w ramach czczenia bohaterów podziemia utworzyli jush specjalne zrzeszenie wielbicieli postaci z 2atkpl8 (dochodzą do nas wieści, że powstał także osobny fanklub Tellica) szybko przechodzę do rzeczy, bez zbędnych wstępów, których i tak nikt nie czyta, ponieważ poprzedni odcinek został urwany w punkcie kulminacyjnym.

Szaman Falarek i Tellico omijając wiele przeszkód w rodzaju młodej sekretarki szukającej toalety i rumuńskiego chłopca pytającego o jakiegoś Bułke dotarli wreszcie na koniec korytarza. Przed drzwiami z namalowanym czarnym markerem napisem "Wredna Yenndza - lekarz medycyny" stali dłuższą chwilę, zastanawiając się czy owa wredna jędza to ta od parafii księdza gdzie nędza itd. Nie byli tesh do końca pewni czy to właśnie lekarz medycyny miał rozwiązać ich życiowe problemy, o których istnieniu wiedziała jedynie Inia. Nudno im było - nie mieli przy sobie kredek żeby sobie porysować.
- Oglądałem wczoraj schizmatyczny film - odezwał się odważny Tellico.
- Schi- jaki??? Co ty, w tajemnicy prenumerujesz sobie encyklopedię? - Falarek był oburzony zachowaniem kolegi po fachu. Jak można używać takich wyszukanych słów?!
- Albo nie ważne. Wchodzimy? Chyba, że masz szachy to możemy sobie zagrać i czekać dalej.
- Wchodzimy. Najwyżej wyjdziemy jak nam się każe rozebrać.
Nie pukając nawet otworzyli drzwi tak szeroko jak tylko się dało, zrobili dwa kroki do przodu i zamknęli je kopniakiem. Pomieszczenie, w którym obecnie się znajdowali, emanowało czystością (aż ciarki przechodziły) i nie różniło się zasadniczo od innych gabinetów lekarskich. Usiedli sobie na czarnej, skórzanej kanapie i rozglądając się po wnętrzu czekali na lekarza Yenndze.
Czekanie jak wiadomo jest to czynność ciągła - ciągnie się jak rolnik po polu: długo i bez celu. Falarek zdecydował się stanąć oko w oko z wyzwaniem w postaci oczekiwania, podszedł do okna i zaczął prowadzić z kimś dialog. Istota i sens dialogu niech pozostaną niewiadomą. Dialog jak wiadomo także może być długi i bezcelowy a stojący przy oknie agent wcale nie miał ochoty utożsamiać się z takim typem człowieka, który jak nie ma co robić to mówi bez sensu. O nie! Wrócił więc na kanapę i zanurzył się w rozmyślaniach krążących wokół tematów nikogo nieinteresujących. Nagle drzwi otworzyły się a przyczyną jak się okazało po chwili była dziewczynka ze skakanką (zabezpieczenie przed kradzieżą zabawki - podpis "Agacia"). Widocznie pomyliła kierunki albo przestraszyła się dwóch typów siedzących na środku gabinetu, bo wydając z siebie stłumiony okrzyk szybko zamknęła drzwi i zwiała (pewnie do parku).
- Co to za Agacia nas szpieguje? - Tellico był wyraźnie zaniepokojony. Oto jego malejąca w coraz szybszym tempie reputacja mogła zrównać się z początkiem skali reputomierza jeżeli tylko dziewczynka podzieliłaby się z kumpelkami tym co tutaj zobaczyła.
- Nie wiem - poeta znany miał nie mniej powodów do niepokoju
- A wyglądasz na takiego co wie. Zaraz dostaniesz w czerep. I po co ci to.
- Ojeju! "I po co ci to" - ja to przed chwilą powiedziałem!!! Jaja sobie robisz? Podsłuchujesz? Zaraz ty dostaniesz w czerep!
- Co znowu? Ostatnio mi się to zdarza coraz częściej, że mnie ktoś podgląda albo ja niechcący mówię to co ktoś chciał napisać. A kiedy powiedziałeś "I po co ci to"?
- No przed chwilą przy oknie. Rozmawiam sobie z jakimś gościem i mu mówię "I po co ci to". Siadam tutaj a ty mi mówisz "I po co ci to".
- He he - dwudniowy pracownik policji z przejawami jasnowidzenia był usatysfakcjonowany, chociaż nie wiedział czym, jak i dlaczego.
I w tym momencie zakończyło się długie i bezcelowe czekanie na lekarza Yenndze, która ruchem zdecydowanym jak ruch chirurga wycinającego wnętrzności otworzyła drzwi swojego przerażająco czystego gabinetu.
- O witam was moi nowi, chorzy pacjenci - Yenndza cieszyła się, że zarobi trochę forsy wmawiając ludziom choroby różne a przede wszystkim psychiczne. - Jestem Yenndza - lekarz drugiej specjalizacji.
- Miło nam. Jesteśmy Szaman Falarek i Tellico - idioci pierwszej jakości.
Po wymienieniu grzeczności Tellico, jak przystało na dżentelmena z własnym fanklubem wykonał ukłon hiszpańskiego markiza i zbliżył się do Yenndzy wskazując na miotłę.
- Pozwolisz? - uprzejmie zapytał nowoprzybyłą po czym zabrał jej pojazd niemechaniczny i postawił w stojaku.
- Hehe. I po co ci to - rzucił w czasoprzestrzeń podsłuchiwany Falarek.
- Ach... dzięki. Nie byłam pewna co chcesz z nią zrobić - Yenndza była oczarowana.
- No przecież nie sprzątać.
- Tu jest za czysto żeby sprzątać. Brudno jest na korytarzu.
- Ale nie tak brudno jak u mnie mieszkaniu - przyznał się Szaman - I klucz mi się nie znalazł...
- Fatalnie...sam się nie znalazł a wołałeś go? Zawołaj - wredny lekarz przywdział robocze ubranie i z kołonotatnikiem w ręku rozpoczął wstępne rozmowy przed planowaną psychoterapię wstrząsową.
- Do czego ten klucz? - zaniepokoił się drugi pacjent.
- Do skrzynki pocztowej. Nie wołałem. Znaczy się wolałem nie wołać. To przez te wołacze. Nie wiedziałem czy wołając zastosować wołacz czyli czy wołać klucz czy kluczu.
- I tak i tak - poradziła Yenndza, lekarz od przypadków beznadziejnych.
- I tak i tak? No patrz, jaka ty jesteś mądra niewiasta.
- Spróbuj zdrobnić.
- Najlepiej ząbkami - wtrącił drugi pacjent.
- Aha, no tak - westchnął Falarek - możliwości starczy mi na resztę dnia. Ale ten klucz i tak się nie znajdzie.
- Oj, to załóż sobie na jakimś darmowym serwerze nową skrzynkę - podsunął rozwiązanie pomysłowy Tellico
- He he he - wrednie zaśmiała się Yenndza.
W obronie honoru urażony Szaman Falarek kopnął Tellica w tyłek mrucząc pod nosem "ja ci dam darmową skrzynkę". Reakcja była natychmiastowa - człowiek o kopniętym tyłku znalazł w gabinecie lekarskim kota, złapał go za wszarz i posłał kopem do kuwety.
- Pić mi się chce jak gupi do sera i ogolić się muszę a nożyki tępe jak łeb karpia. Cholera co za życie. I jeszcze ten leżak cholerny. Susza wywarła wielkie spustoszenie...- Tellico znajdował sto problemów na minutę.
- A w tej skrzynce czeka jakiś list!
- No i co?
- No i to! Baranie, lebiodo, ćwoku.
- Podziwiam, podziwiam. Jeść nie wola?
- Nie wola jeść! Ciemniaku, głąbie, młocie, bawole stepowy.
- Cholera ja miałem powiedzieć "bawole stepowy"!
- Za późno.
- Wołku gnojarku
- Bomboniu, ćmoku, bambuło.
- Bomboniu? Co ty, naoglądałeś się bajek o krasnoludkach czy co?
- Ha ha ha, możki - przerwała bitwę słowną Yenndza.
- Możki? - zdziwił się Falarek.
- Możki? - zdziwił się Tellico - Brzmi jak coś do jeścia.
- Jak lody rożki.
- Możki z kremem i cukerem puderem.
- Albo nóżki.
- Zimne nóżki.
- Cholera, moja kawa - przestraszyła się Yenndza, lekarz medycyny.
- To pij drugą, tylko szybko, bo cię zmorzy - poradził pierwszy pacjent.
O zniewaga! Przecież to ona tutaj była od radzenia! Lekarz drugiej specjalizacji zerwał się ze swojego skórzanego fotela i uderzył każdego z pacjentów swoim psychiatrycznym kołonotatnikiem.
- Co się stało? - przerażenie Falarka nie znało granic.
- Ała - jęknął obolały Tellico, który dostał jush dziś w tyłek. - Yenndzy się kawa skończyła.
- Brrrrrr - odezwała się maltretująca psycholopsychiatra.
- O! Zimno jej! Yenndzo jak Ci zimno to rób pajacyka - poradził drugi pacjent

W TYM MOMENCIE TEKST SIĘ URYWA PONIEWAŻ NIKT NIE JEST W STANIE OCENZUROWAĆ TEGO CO ROBIŁA WPADNIĘTA W SZAU YENNDZA.

Po chwili przerwy gabinet lekarski wyglądał mniej więcej tak samo, przy czym osoby znajdujące się w nim przeszły specyficzną metamorfozę. Szaman Falarek i Tellico mieli pogniecione koszule i rozwiązane sznurowadła (o ile te kawałki sznurka można było nazwać tak dumnie) a Yenndza z nieco potarganymi włosami nie wyglądała jush na człowieka zupełnie poważnego i zrównoważonego jak przystało na policyjnego psycholopsychiatrę.
- Ale żeście mnie urządzili...wołki - westchnęła lekko zmęczona kobieta podróżująca miotłą.
- Wołki gnojarki - natychmiast podpowiedział dwudniowy pracownik policji.
- Wiedźma, to znaczy jędza - poeta poczuł nagłą potrzebę odwdzięczenia się swojemu lekarzowi.
- Babola, na kurzej stópce - kontynuował Tellico.
- Pimpki - nie dała sobie dmuchać w kaszę Yenndza - Jesteście małe pimpki!
- Małe? Jak to małe? Kurcze! Jak to małe? - przeraził się Falarek.
- Dobrze, że nie pimpusie. To by było straszne.
- To jest straszne!
- Aha, jest? O kurde! Ojej jakie to straszne - Tellico nie wytrzymał presji i zemdlał.
- Jak ja się ludziom na oczy pokażę? Jako mały pimpek?
- Jakie to straszne - lamentował dalej Tellico.
- Ej, przecież zemdlałeś.
W tym momencie (niby)mdlejący drugi pacjent odśpiewał tytułową piosenkę, odtańczył krakowiaczka i położył się z powrotem na kanapie.
- Gdyby to żyrafka zobaczyła... - głęboko zastanowił się pierwszy pacjent.
- Zobaczy - Yenndza była wyjątkowo pewna tego co mówi.
- Zobaczy? - Falarek rozejrzał się po gabinecie i zaczął machać żyrafce przyrządem do machania - Cześć żyrafko! Więc słuchaj, to było tak...
- Cześć... - Tellico nie machał tylko zmarszczył swe wysoko sklepione czoło - Nieprawda, było inaczej, nie słuchaj go! Zamknij oczy!
- Słuchaj mnie! On kuamie!
- Sam kuamiesz!
I może kłóciliby się dalej, aż do śmierci gdyby nie stała się rzecz zwyczajnie dziwna. Oto okno otworzyło się ze złośliwym skrzypnięciem i oczom zebranych w gabinecie pracowników policji ukazała się żyrafka z krwi i kości. Wyglądała tak jak zawsze, ze strzępkami siana na głowie i czarnym plecakiem ze swoją miniaturą na grzbiecie.
- O tu ta sama załoga - ucieszyła się (nie)wysoka istota po czym rzuciła plecak pod lekarskie biurko, usiadła sobie na nim co i raz machała lewą nogą spoglądając z niepokojem na przerażone twarze obecnych.
- Oooooooo - krzyknął Szaman Falarek.
- DUCHY! - Tellico nie był w stanie nic zrobić więc znów zemdłał sobie jak gupi do sera tam gdzie siedział - Wywołaliśmy ducha żyrafki! Żyrafko, żyrafko huuuuuuu huuuuuuu.
- Witaj, Żyrafa - ucieszyła się Yenndza, lekarz drugiej specjalizacji.
- O w mordę - poeta spadł ze stołka, chociaż siedział na kanapie.
- Kurde, uosie o co się pyta ducha? - zapytał teatralnym szeptem pozostałych Tellico i ciężko się zastanowił - Czekaj chwilę duchu.
- Uuuuuuu - odpowiedziała (nie)zjawa.
- Nie wiem. Yenndza wie. To pewnie jej sprawka - niewiedza szerzyła się jak gronkowiec i dopadła Falarka.
- Duchu jak ci tam w zaświatach? Życie jakby lżejsze prawda? - zdobył się na odwagę drugi pacjent
- Jak mi? Zer gut. I kolano mnie nie boli. Uuuuu - żyrafka była wyjątkowo grzeczna, zresztą jush przed wejściem do gabinetu przysięgła sobie, że odpowie na wszystkie pytania - Przyszłam sobie tak dla rozrywki do naszego psycholopsychiatry. Uuuuu.
- O w mordę, ale "uuuuu" zrobiła. A wiesz, że my tesh przyszliśmy tu dla rozrywki? - pochwalił się Tellico.
- Huuu huuuu wy sobie zasłużyliście - żyrafka przejrzała ich obu na wylot - To co Yenndzo. Zaczynamy terapię?
- Jasne skoro jush jesteśmy tu wszyscy. Zaczynamy! - Yenndza zwarta i gotowa sięgnęła po swój psychiatryczny kołonotatnik i kontynuowała przerwany wstęp do psychoterapii wstrząsowej.

PRZERYWAMY ODCINEK Z POWODU ZŁEGO SAMOPOCZUCIA AUTORKI, KTÓRA PRZEZ 3 TYGODNIE BĘDZIE ODPOCZYWAĆ NA RÓWNINACH, ZASTANAWIAJĄC SIĘ NAD SENSEM ISTNIENIA TEJ TELENOWELI I DALSZYMI LOSAMI JEJ BOHATERÓW.

Żyrafka



poprzednia strona spis treści następna strona