PODZIEMNE PISMO TAJNIAK
dodatek E - 25 lutego 2006

Wstęp

7

kto nie przyjmie królestwa Bożego
jak dziecko, nie wejdzie do niego.
(Mk 10, 15)

Książek napisano wiele. Wielu nie napisano.
Masakra. Minęło półtora roku. Nawet dwa razy. A to ciągle wraca.
Minęło pięc lat. Też dwa razy. Sen o Jeleniej Górze wraca systematycznie.
Empatia ma sens. Ewangelia: Jezus, który mówi "nie".
Przełom czerwca i lipca. Może połowa lipca. Wtedy ukazać się miał ostani numer Tajniaka. Na urodziny. Nie ukazał się i właściwie wszystko inne też znikło.
Polemika z tym, co napisane. Niby tak, niby nie - nic nie zrozumiałem.
Za to z drugiej strony tysiące niedomówień. Plotki. Oskarżenia. Mimochodem wypowiadane słowa, które o czym świadczyć mogłyby, jeśli nie o niereformowalnej durnocie. Pewnie o dobrej woli. Gadulstwo. Poczciwość. Nienawiść. DURNOTA.
Przykłady można mnożyć. Niestety.
A kimże my jesteśmy?
Odechciało się gadać. Szczególnie O TYM. A o sprawach nieważnych mówić nie ma sensu. Szkoda czasu. Szkoda życia.
Towarzystwo wzajemnej adoracji. Głuchy telefon. Podłość ludzka nie zna granic. A może zwykła głupota.
Odbić się od dna anoreksji. Przebiłem już głową dno niejedno. Grzęznę?

pytani udzielamy wymijających odpowiedzi; nagrane płyty nie chcą nam grać; siadając do pisania tracimy natchnienie; zasypiamy przy kawie;

Ktoś czymś dręczy. Dręczą przedmioty. Psują się. Psują się kontakty. Relacje. Znowu ktoś mówił, że miłość pojmowana po naszemu, to nie przelotne uczucie, nie przyjemność, nie namiętność.
Jest mgła. Jest północ. Ziemię pokrył śnieg. Spadło go tak dużo, że mimo odwilży trudno jeszcze mówić o błocie. A może wcale nie. Tyle że byłoby to krzywdzące.
Ta książka, którą właśnie trzymam w ręku, śniła mi się dziurawa. Śniło się, że jest inaczej. A teraz też wszystko zmienione.

Wzięli ciało. Szli milczącym szeregiem.

Wielki człowiek się śnił. Staremu człowiekowi śniła się szkoła.
Czy można upaść niżej? Podobno można.
Wyrzekł się mnie człowiek, który jest częścią mnie. To nienaturalne. To wbrew naturze. To wbrew prawdzie. Wyrwany z kontekstu wraz z kontekstem. Na strzępy. Wyrwał dziurę. Kontekst jest jak sito. Czy jeszcze coś można? Rozmawiamy przez telefon. Nie słyszę dzwonka. Nic nie słyszę. To, co słyszę, nie nadaje się do powtórzenia. Zastanawiam się, czy to, co w tym dostrzegam, jest prawdą. Piękno zdawało się być prawdziwsze.
Słyszę głos. Nie słyszę słowa. Tylko jęk.
To jeszcze jest głupota, czy już zdrada?
Lipne te autorytety. Kiepskie te wieszcze. Pan się, panie Kazimierzu, nie wstydzi tak straszne brednie wypisywać?
Pewnie się nie wstydzi. Pisze coraz gorzej. Pewnie pisuje za dużo. I nie czyta sobie tego, co napisał. I ma rację, bo tego się nie da cztytać. Kiedyś się dało. Więc się nie będę przyzwyczajał do muzyki, skoro dla słów nie warto.
Idżmy dalej. Kolejny krok. Bez pierwszego kroku nie ma żadnej wycieczki.
Oskarżeni o rozsiewanie pogłosek z zażenowaniem patrzymy, jak cała połać się dowiaduje jakiejś głupoty.
Cóż to jest prawda? Odwrócił się plecami. Cóż za ironia.
Czemu płaczesz dziadku? Czyżbym zburzył ci obraz świata?
Nad światem płaczę, dziecko. Nad tobą.

Nie lękajcie się!

Uosobienie. Czy jest ono formą najwyższą? Uważa się przecież tu i ówdzie, że osoba jest na szczycie hierarchii wśród znanych nam bytów.
Dlaczego milczę?
Śnieg pada i pada.
Pamiętasz, gdy pisałem, że byc może chodzi o to, co przeżywał Jan Chrzciciel? Dziś już niewiele pamiętam. Odzwyczaiłem się. W swej samotni odzyskuję spokój. Choć wcale nie staję się lepszym. To jakieś nieporozumienie, gdy oskarża się pustelników o brak perfekcji. Byc może wynika to z kompleksów. On jest znakiem dla świata, że można życ inaczej. Tak po prostu, mimo niedoskonałości. Żyć inaczej. Sól w oku świata.
Świat rozdrażniony. Spróbujmy wyjaśnić wszystko racjonalnie. Przecież wszystko się da. Tak mówią. Ale niczego nie wyjaśniają.
Z obrzydzeniem wypowiadając słowo metafizyka pytał, dlaczego w mych ustach słowo pozytywizm brzmi jak obelga. Brooklińska rada Żydów zbojkotowana przez media, ponieważ poruszała problem.
Zastanawiamy się czasem, czyśmy zabili Izaaka. Wtedy pojawiają się barwy. Kto jest Izaakiem? Miłość została ukrzyżowana. Bóg umarł. Bóg się narodził - ten, który zmartwychwstał.
Złodzieju ognia... To nie ta bajka, kochanieńki...
Bóg sprawiedliwy sprawiedliwością usprawiedliwiającą. Miłość jest bezsilna tylko w jednym przypadku. Jedynym. Każdy grzech będzie wybaczony. Dobra nowina.
Kiedy mowa o dwóch braciach, pamiętajmy, że zawsze jest jeszcze ten trzeci - z niego bierzmy przykład. Jego śladem podążajmy.
Gdy mowa o ziarnie, spójrzmy od pozytywnej strony. To nie groźba, to zachęta. Dobra nowina.
Kto jest moim bliźnim? Nie pytaj, to TY bądź im bliźnim.
Dobra nowina - klucz do przypowieści. Kto nie zrozumie, ten nie pofrunie. Nie obrażaj się. Fruwaj, żebyś nie był tym jedynym, który został na dole. Oby piekło pozostało puste, Chrystus przecież umarł za wszystkich.
Zjednoczenie z Jezusem. Komunia. Z krzyżem na plecach iść za Nim. Mój udział w zbawieniu? Jestem niczym. Klaszczę w dłonie, by było mnie mniej. Wiele hałasu o nic.
Religia nie istnieje. To wymysł pozytywistów. Albo ich duchowych mistrzów. Reiści chyba się zgodzą. Co za różnica zresztą. W ten sposób i tak dojdziemy do absurdu. Ludzie nie lubią, gdy ich rozumowanie jest konsekwentnie rozwijane. Sól w oku.
Sokrates zabity.
Wiem, że nic nie wiem - jakąż ironią czasem świat nas zabija. Koronuje cierniem.
W oddali dostrzegam jeszcze jedną choinkę.
Skąd to milczenie? Czemu ma służyć?
Bo każde słowo stawało się kamieniem.
Ciepło się zrobiło. Palce bolą. Nowy system jest lepszy od starego.
Nie uciekł z tej posiadłości zwanej Getsemani. A przecież nie raz przechodził mimo tłumu pałającego żądzą kamieniowania (swoją drogą jakaż to wspaniała zasada, że przed, że stawiamy przecinek).
Wiele pustosłowia. Ale też wiele wyrozumiałości potrzeba. Im więcej jednego, tym więcej drugiego.
Milczymy z poczuciem wyższości. Pycha to pierwszy z grzechów.
I nie chce się nic. Głos wołającego na pustyni...

nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził że oddaje cześć Bogu;

Pociąg powoli ruszył i zgniótł tę dziewczynę, która siedząc sobie na torach opierała się plecami o czoło lokomotywy. Odwróciłem się jak Piłat przestraszony swego pytania o prawdę.
Nie ma sztuki bez Boga - rzekł pewien artysta. Właściwie bez Boga nie ma niczego, zrozumiałe się więc chyba staje to, co się tu dzieje. A jeśli nie, to cóż poradzić można. Zdaje się, że niewiele, bośmy nie są władni.
Pytania sę same zadają. Pytasz, pyta, pytam, pytają, pytamy, pytacie. Zadaję pytanie. Wolność zadana została człowiekowi.
By życie stało się pasją. By życie nabrało smaku. By życie było żywe. Bym sam z Tobą mógł tu być.
Dlaczego milczysz? Gdzie jesteś? Nie odchodź. Wracaj! A niby dokąd i po co. To miejsce przecież nie jest moim miejscem. Więc nawet argument o zbyt wielkiej odległości okazuje się być nic nie warty. Nie mam korzeni. Więc i wyrywać ich nie muszę, ani też takie słowo jak powrót nie ma tutaj racji bytu. Nie istnieje żadne tutaj.
Jedziemy dalej. Pierwszy dzień pracy - pierwszy dzień niewoli. By praca była pasją, jak to już zostało napisane we wstępie do dodatku A, a z czym polemizowano, choć niedokładnie rozumiem dlaczego. Zapewne chodzi o to, co zwykle. Szkoda słów.
W co ona gra!? Nawet nie próbuję się domyślać, bo zdaje się, że ona sama tego nie wie.
Już wiem, samochód się śnił! Jakoś specyficznie jeździł, ale jeździł.
Wychodzi na to, że zanim dwa razy minęło, to już jeden taki półtorak był za nami. W sumie minęło trzy razy. Trójniaka piliśmy pod koniec dwa tysiące pierwszego roku. Przerywano telefonami. Wychodziło się do kuchni, żeby pogadać. To było uciążliwe. I tak sobie myślimy - za co tu lubić Cogito? Pewnie, można lubić Herberta, można nawet cenić dobie Kartezjusza. Ale Cogito?
Demoralizacja.
Nasze rozumienie jest potoczne. Artykulacja zaś jest pochodną. Żyjemy w świecie różniczek i całek. W zbiorze informacji i nośników. W świecie namacalnym, o którym możemy mówić jedynie za pomocą niedotykalnych pojęć kryjących się za mniej lub bardziej, ale zawsze wieloznacznymi słowami.
Jest czas i przestrzeń. Ich rozumienie jest potoczne. Pytanie o to, czy one rzeczywiście istnieją, jest raczej pytaniem o to JAK istnieją. Rzeczywiście czy inaczej. Ale co rozumiemy pod słowem "rzeczywiście"?
Jeśli istnienie rzeczywiste określa stan rzeczy należących do tej rzeczywistości, którą bierzemy za punkt odniesienia, to może warto określić jeszcze kryteria, według których określimy tę rzeczywistość? Czy rzeczywiste jest jednoznaczne z istniejące?

Uwierzyłem, bo zobaczyłem. Szczęśliwi, którzy nie widzieli...

Próbowałem dać coś z siebie. Od siebie. Stąd akurat ta, a nie inna książka. Rzeczywiście, nie była zapakowana. Nie była obwiązana wstążką. Dedykację dopisałem potem, bo nalegano. Głupia to dedykacja była. Właściwie myślałem, że całe sedno jest w środku. Tak bardzo, że o stronie zewnętrznej zupełnie zapomniałem. A przecież i ona ma, paradoksalnie, swą głębię. Przyznaję, to był błąd.
Dlaczego ulga nie przyniosła ulgi? Nie trwała długo. Jak zemsta, która przez chwilę czyni cię szcześliwym.
gdyby mówić o cyklu, stworzenie świata trwałoby siedem dni; doskonałość, pełnia czasu; stworzenie świata ma więc swój czas także teraz; znowu dali się podzielić; tym razem na ewolucjonistów i kreacjonistów;

nie ja




Malarza Seby remix baj Bruno


trzy po trzy

Barbie to fajna lalka...

"Jaka ona piękna" - pomyślała mała dziewczynka z przekrzywionym kucykiem na czubku głowy, w niegustownych getrach z lycry i śmiesznych tenisówkach z malutką czeską flagą umieszczoną przy gumce... "Jaka piękna..." - westchnęła przyklejając zasmarkany nos do lśniącej szyby z napisem "PEWEX".
Tak... chciałam ją mieć. Móc czesać jej długie lśniące włosy, przebierać w różowe ubranka, zmieniać jedne kolorowe szpilki na inne...Mieć dla niej piękny różowy domek, plastikowego pieska, konika, samochód typu kabriolet, męża typu Ken, gumowe dzieci...
Takie pragnienia pamiętam. Nie chciałam wtedy pokoju na świecie, nie przypominam sobie, żebym marzyła wówczas o tym, by biednym dzieciom z całego świata było dobrze ( choć Majka Jeżowska śpiewała w radiu, że " wszystkie dzieci nasze są..." ).
Chciałam tylko mieć swoją własną najpiękniejszą Barbie pod słońcem z najpiękniejszymi dodatkami. Przerażające? Owszem. Ale myślę, że bardziej przerażające jest to, że kiedy już taką dostałam ... chciałam wyglądać dokładnie tak jak ona.
Lalka Barbie. Czym jest i skąd się wzięła? Czym była dla mnie wtedy? A czym jest dzisiaj dla milionów małych dziewczynek? Czy jest tylko zwykłą zabawką? A może raczej niezwykłym przedmiotem, który nie służy jedynie rozrywce, lecz zdradza ludzkie słabości i marzenia?
Zacznijmy jednak od korzeni tych plastikowych piękności.
Według oficjalnych danych wiadomo, że Barbie została stworzona przez Ruth Handler w 1958 roku. Obserwując fascynację swojej córki Barbary wycinanymi z tektury figurkami nastolatek i kobiet, które można było ubierać w różne papierowe stroje, pani Handler wpadła na pomysł stworzenia trójwymiarowej wersji takiej lalki. Plastikowa Barbie, imienniczka córki pani Handler, zadebiutowała w 1959 roku na Amerykańskich Targach Zabawek w Nowym Jorku i od razu stała się hitem. W przeciwieństwie do królujących wówczas lalek o nienaturalnych kształtach i wyglądzie, była wierną podobizną seksownej nastolatki, z wydatnym biustem, długimi nogami, blond włosami i błękitnymi oczami.
Pierwowzorem tego ideału, z którym odtąd mogła się identyfikować każda amerykańska nastolatka, była zresztą, sprzedawana kiedyś w Niemczech tylko dla dorosłych, seks-zabawka o nazwie Lilli. Pierwsza Barbie miała na sobie kostium kąpielowy w biało - czarne paski, kosztowała trzy dolary i już w pierwszym roku sprzedano jej ponad 350 tysięcy sztuk.
Jednakże wizerunki Barbie pojawiły się o wiele lat wcześniej. Jedna z takich lalek, najbardziej przypominająca współczesną, mieszkała w II wieku n.e. w Rzymie i należała do dziewczynki o imieniu Crepereia Tryphaena. Crepereia zmarła przed ślubem, dlatego do jej grobu włożono zabawki. Jej Barbie była wyrzeźbiona w kości słoniowej: miała ruchome wszystkie stawy, dobrze wymodelowaną figurę z wyraźnym biustem, starannie wykonane palce u rąk i nóg, łącznie z paznokciami, oraz regularne rysy twarzy. Razem z lalką znaleziono szkatułkę, również z kości słoniowej, dwa grzebienie oraz lusterko ze srebra. Do wersji współczesnej brakowało jej tylko lalkowego Kena oraz rozmaitych lalkowych akcesoriów. I tu niespodzianka, gdyż z grobu z okresu rzymskiego w Brescello we Włoszech pochodzi zestaw mebli dla antycznej Barbie: trzycentymetrowy stół, proporcjonalne krzesło oraz koszyk z pokrywką, rondel, lampka oliwna, talerze zdobione motywem rybek i miseczka w formie muszli. Inna rzymska Barbie była właścicielką pantofli z filcu, mogła urządzać piknik z rzymskim Kenem i piec miniaturowe ryby na maleńkim glinianym ruszcie.
Ta krótka historia lalki świadczy o tym, że nie jest ona jedynie zwyczajnym przedmiotem służącym małym dziewczynkom do zabawy, ale przedmiotem, który może przekazać bardzo wiele informacji i to nie tylko o właścicielu lub producencie, ale o pewnych zjawiskach społecznych. Zabawki są związane z człowiekiem, a zatem z historią, literaturą, sztuką czy też polityką. Człowiek tworzy lalki na swój obraz i podobieństwo. Zabawki są i były zawsze odbiciem panującej kultury. W starożytnej Grecji maluchy bawiły się konikami trojańskimi, a w starożytnym Egipcie popularnymi zabawkami były...mumie w sarkofagach. Dziś popularne są lalki Barbie.
Wiem, że małe dziewczynki je uwielbiają, bo sama kiedyś byłam nimi zafascynowana, ale teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, trochę przeraża mnie dzisiejsze podniesienie Barbie do rangi ikony kultury. Nie trudno bowiem zgadnąć, jaki styl życia ta laleczka promuje.
Rozwój lalki jako zabawki od samego początku miał przybliżać ją ku idealnemu modelowi człowieka. Ale jaki jest ten ideał? Aktualny symbol piękna wyraża się w postaci nienaturalnie chudej i wiecznie młodej dziewczyny. Mattel wykreował sztuczny świat, który wiele bardzo młodych kobiet bierze za prawdziwy, i który później odbija się na ich psychice w dorosłym wieku. Wiem to z własnego doświadczenia. Bawiąc się w dzieciństwie tą "plastikową pięknością" wyrosłam na zakompleksioną nastolatkę. Na szczęście potrafiłam sobie poradzić z własnymi niedoskonałościami i zaakceptować siebie taką jaka jestem. Ale wiele młodych kobiet nie jest w stanie zrozumieć, że są rzeczy ważniejsze niż piękna aparycja i wartości większe niż dobra materialne. Barbie nie powstała w trosce o najpełniejszy i najpiękniejszy rozwój dziecka, stoi za nią po prostu chęć zrobienia zysku. Lalka ta sztucznie kreuje potrzeby małych dziewczynek, a potem dojrzałych kobiet, po to aby firma je produkująca zwielokrotniała swoje sukcesy finansowe. W kulturze Barbie nie ma miejsca dla fizycznej niedoskonałości i ułomności, ekonomicznego ubóstwa, rodziny, macierzyństwa, poświęcenia, oddania.
Ale czy można coś z tym zrobić? Od czasu pierwszego jej wyprodukowania Barbie przekroczyła granice 140 państw. Telewizja upowszechnia poprzez reklamy coraz to nowsze modele i akcesoria związane z lalką. Powstają o niej bajki, filmy, gry komputerowe. Pojawiające się odgłosy krytyki nie zatrzymają tej rozpędzonej machiny. Można teoretyzować, co by było gdyby. Artyści pokroju Libery mogą wyrażać swoje na ten temat poglądy przez pokazywanie szerszemu gronu dzieł typu: Możesz ogolić dzidziusia; czy Ciotka Kena, jako sylikonowo postarzona wersja Barbie. Ale pozostanie to tylko kroplą w morzu, a małe dziewczynki mając do wyboru piękny produkt marki Mattel lub szmacianą "Zuzię" i tak w większości przypadków wybiorą Barbie.
Przedstawione rozważania miały na względzie przybliżenie lalki jako przedmiotu będącego utożsamieniem dzisiejszej kultury masowej i jej odzdziaływania na najmłodsze społeczeństwo. Podsumowując można stwierdzić jedynie fakt, że ten przemysł wciąż się rozwija, lalki, choć stosunkowo drogie, sprzedają się świetnie kolejnym pokoleniom. I będą się sprzedawać, bo idealnie pasują do dzisiejszego plastikowego świata i są "fajne". Jedna mała dziewczynka tak napisała na temat swojej ukochanej zabawki: " Barbie to fajna lalka i ma pieska i może być najlepszą lalką na świecie dla dziewczyn. Można jej kupić w sklepie domek dla pieska, a potem trzeba mu kupować jedzenie i trzeba sprawdzać czy to jedzenie jest dobre, żeby pies nie miał cholesterolu. Barbie lubi biegać z Kenem po zamku i siedzieć na fontannie..." Myślę, że ta wypowiedź wystarczy za całe moje rozważania. Barbie to fajna lalka. Szkoda tylko, że ma pusto w głowie...

Abagabatkaba

Bibliobrafia:
Marta Landau, Barbie z epoki brązu,"Wprost", Nr 1140, 2004
Katarzyna Górska, Lalka i miś w Eropie : http://www.uniwersytet.uw.edu.pl/kultura/paz2/lalka.htm
http://pl.wikipedia.org/wiki/Barbie



Malarza Seby remix baj Bruno


Indeks Ksiąg Zakazanych i Nakazanych

Tom siedemnasty

  1. Trochę zostawić Bogu - z Wacławem Oszajcą SJ rozmawia Jarosław Makowski
  2. Św. Tomasz na nowo odczytany - Stefan Świeżawski
  3. Husserl i poszukiwanie pewności - Leszek kołakowski
  4. Człowiek i decyzja - Artur Andrzejuk
  5. Ewangelia wg św. Mateusza
  6. Ewangelia wg św. Marka
  7. Biblia a człowiek współczesny - Anna Świderkówna
  8. Gnój - Wojciech Kuczok
  9. Ewangelia wg św. Łukasza
  10. Księga Tobiasza
  11. Zazi w metrze - Raymond Queneau
  12. Pamięć i tożsamość - Jan Paweł II
  13. Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe - Tomas Halik
  14. Przemówić do Zacheusza - Tomas Halik
  15. Księga Hioba
  16. Ewangelia wg św. Jana
  17. Dzieje apostolskie

Wielki Inkwizytor




Malarza Seby remix baj Bruno


Lista grochów, jakie Zoha ma w zasięgu wzroku

  1. kalosze Alany
  2. czerwone w grochy
  3. białe
  4. apaszka
  5. zielona w żółte grochy
  6. gmm

redakcja




Malarza Seby remix baj Bruno


listy

list otwarty do Roberta Tekieli

Szanowny Panie
Pitagoras i jego uczniowie kilkaset lat przed Chrystusem uprawiali kult orficki założywszy uprzednio sektę. Kult ten łączył się z kultem liczby. Pitagorejczycy uprawiali więc matematykę, szukali wlasności liczb. Skutki tego byly zatrważające - odkryli matematyczne własności dźwięku dotyczące oktawy, harmonii, rytmiki itp. Uważali, że liczba jest zasadniczym elementem świata. Że jest tym, co filozofowie greccy nazywali ARCHE. Liczba oznaczała jednak u nich nie tylko abstrakcyjną matematyczną wielkość (pół biedy, gdyby tak wlaśnie było). Oni uważali liczbę za jakieś bóstwo, za moc, która rządzi światem, która przenika i działa!
W związku z tym mam pytanie: czy to moralne, żeby w dzisiejszych cywilizowanych czasach chrześcijanie uprawiali matematykę lub co gorsza muzykę opartą na harmoniach i rytmie? Czy nie jest to zakamuflowane oddawanie czci Orfeuszowi, Liczbie, jakiejs nieokreślonej Mocy itp?
Jeśli uważa Pan, że uprawianie matematyki lub muzyki jest jednak dopuszczalne i niekaleczące, proszę o przedstawienie naukowych dowodów (mam nadzieję, że naukowcy udowodnili już jednoznacznie, że matematyka i muzyka są czyste, a lecznicze wlasciwości muzyki to nie żadne placebo, ani tym bardziej nie zwodnicza dzialalność wrogich nam inteligencji).
Pozdrawiam!

mnich z Tajniaka




Malarza Seby remix baj Bruno


wywiad

A cóż to jest krzesło
z Butchem rozmawia jeden z naszych agentów


Tajniak: Co tam u ciebie Butchu słychać?

Butch: Do piwnicy muszę zajść. Znaczy komórki. Ach te definicje.

Tajniak: Spoko, spoko. A właśnie... Co to jest krzesło?

Butch: Zaraz wejdziemy sobie do encyklopedii i bedziemy wiedzieć.

Tajniak: Dobrze, tylko że ja nie rozumiem tego, co oni tam napisali. Wytlumaczysz nam o co im chodzi?

Butch: Agdzie patrzyłeś?

Tajniak: Do słownika PWN. ONI patrzyli i mówili. Myślę jednak, że czytelnicy Tajniaka są ciekawi twojej opinii.

Butch: Już sprawdzam...

Tajniak: Chodzi nie o to właściwie czym jest krzeslo, tylko co z tego wynika...

Butch: Co wynika z krzesła? Czy z definicji krzesła?

Tajniak: Jedno i drugie właściwie.

Butch: "Mebel służący do siedzenia, mający z tyłu oparcie"... Bardzo ladna definicja. Tylko trzeba sięgnąć do definicji słowa "mebel" i już. Proste. Wszystko jest bardzo proste. Bo dziś wtorek.

Tajniak: No i właśnie tu rodzi się takie małe pytanko. Nie chciałbym Cię urazić stosowanym słownictwem, ale brzmi ono mniej więcej tak: co jest istotą krzesla - czy to, że jest meblem, czy to że sluzy, czy też może jedno i drugie?

Butch: Jedno i drugie. Mebel jest za szeroki, więc potrzebuje być zdefiniowany funkcyjnie. Czyli: co i po co.

Tajniak: Z tego co mówisz wynika, że krzesło jest krzesłem nie tylko dlatego, że jest kupą materii, ale także dlatego, że czemuś konkretnemu ta materia ma służyć. Czyli wygląda na to, że ten przedmiot materialny ma w swojej definicji jakąś intencję. A intencja jest niematerialna, prawda?

Butch: Niematerialna.

Tajniak: Czyli, składając rzecz do kupy, zdaje się, że krzesło jest przedmiotem, którego istota jest po części materialna i po części niematerialna i to jest nierozerwalne. Jeśli niematerialności zabraknie w krześle, to nie będzie to już krzesło. Czy dobrze rozumuję?

Butch: Tak właśnie będzie. Właściwie, jednego lub drugiego zabraknie i puf! - po krześle. Cokolwiek wymażesz z definicji, wymażesz i krzesło.

Tajniak: Czyli chyba musimy przyznać bezradnie, że krzesło nie jest przedmiotem tylko i wyłącznie materialnym?

Butch: Według tej definicji - dokladnie tak.

Tajniak: Na tę definicję powołują się zwykle oponenci dalszego z niej wynikającego z niej rozumowania, dlatego skoncentrujmy się na niej. Powiedz, Butchu, czy jeśli rozumieć slowo metafizyka jako określające coś poza* fizyką rozumianą jako materia, to musielibyśmy przyznać, że krzesło jest przedmiotem metafizycznym? Nie uciekniemy od tego?

Butch: Jest, ale nie tylko. I to tylko nas zalatwia, bo jest i jednym i drugim.

Tajniak: Uściślając, moje pytanie brzmi: czy opierając się na tej definicji możemy mowic o krześle odcinając się od metafizyki?

Butch: Nie możemy.

Tajniak: Dziękuję za rozmowę. Piąteczka po pętelce wychodząc z paraboli i z bekhendu.

Butch: 5.

Tajniak: W sensie przebicia. A nie tego, wiesz, oceny.

Butch: Idę na rower.

* - tu trzeba zaznacyć, że klasyczne rozumienie rozumienie terminu metafizyka jest dość nietypowe; metaifizyka nie mówi bowiem tylko o tym co w danym bycie jest poza fizyką, ale ujmuje byt w obu aspektach jednocześnie: fizycznym i pozafizycznym; w powyższej rozmowie posłużyliśmy się jednak bardziej intuicyjną wersją tego terminu, który ze względu na szacunek dla uwarunkowań historycznych, powinno zapisywać się raczej jako meta-fizyka;

2 sierpnia 2005, południe




Malarza Seby remix baj Bruno


mnich Miodek

Mnich Miodek jako student

Mnich Miodek razu pewnego spotkał maga, który był astrologiem podążającym za gwiazdami. Ale nie było to tak, że podążał za wszystkimi jednocześnie. Chodzi o to, że raz sobie wybierał jedną, potem drugą i tak sobie za nimi chodził. Mówił, że kontynuuje tradycję trzech magów, których, jak głosi legenda, było może nawet czterech, ale kto wie, jeśli czterech, to może i więcej. No ale obecnych było w gruncie rzeczy u celu trzech (wspomina się jednakowoż legendę o magu który dotarł trzydzieści kilka lat później; pod sam krzyż). Ów mag, którego brat Miodek spotkał, był kurierem, dzięki czemu łączył przyjemne z pożytecznym i zajmował się między innymi, jak to kurierzy, roznoszeniem przesyłek. Ta przesyłka była akurat adresowana do Miodka i pochodziła z Rumuni. Właściwie wysłał ją pewien Włoch będący akurat w Rumuni, a mnich, gdy zobaczył znaczek z napisem Posta Romana, to się bardzo zdziwił i pomyślał sobie "jakie to dziwne, że język rumuński jest mniej romański niż romańskim jest włoski". Scena ta miała miejsce na Włochach, gdzie mnich Miodek przebywał na rekolekcjach adwentowych pt. "O co chodzi z tym frajdejem". Właściwie nie były to rekolekcje tylko konferencja i to niezbyt prasowa, a do tego nie na temat, bo mnisi zamiast zastanawiać się, jak świętobliwie powinno się spędzać piątkowe wieczory, a jednocześnie nie uczestniczyć w imprezach typu drum'n'bass lub jakichś orgiach, zeszli raczej na roztrząsanie wcześniej już ustalonego zagadnienia ile lat miała święta królowa Jadwiga, gdy wychodziła za mąż. Mnich Miodek w związku z powyższym, nieco zniecierpliwiony, postanowił sprawdzić sprawę i nieco ją zbadać - przebrał się za przystojnego młodzieńca i poszedł wraz z zakonnicą z sąsiedztwa na party do pobliskiej remizy. Miała to byc taka zabawa w detektywa, ale nie skończyło się to dobrze, bo mnich Miodek, jako że był starej daty, to myślał, że detektyw chodzi po świecie w beretce i z fajką w ustach. A to już nie te czasy proszę państwa. No i dokonała się detekcja i mnich doznał extazy nerwowej, a od dymu szczypały go oczy.
"Słuchajcie ducha, a nie litery!" - krzyczał pewien pobożny mnich tymczasem w szpitalu, do którego po godzinie trafił jego współmnich Miodek. Było już późno, bo to zima była, a zimą wcześniej jest późno, dlatego też zmienia się czas jesienią, żeby wczesne późno nie było aż tak wcześnie. Czyli godzinę później gdzieś tak. Jak to usłyszał mnich Miodek, to sobie pomyślał, że jeszcze wiele jest do powiedzenia i zastanowił się, dlaczego tak wiele się mówi tam, gdzie czasem trzeba pokazać albo poczuć. No bo ważne jest - jak mawiał ów pobożny współmnich współmnicha Miodka w szpitalu - żeby słuchać ducha a nie litery. Tylko że literatów wielu w szpitalu natenczas nie było, zaś wielu było takich, co swą religijność ludowo-naturalną uzewnętrzniali poprzez słuchanie pewnych odbiorników radiowych, co to mówiły do nich za pomocą małych głośniczków, a jad się z nich sączył. A w radiu tym mowa była o niejednej aferze. Normalnie afera za aferą, bo nikt nie słucha litery prawa, nie mówiąc już o jego duchu - stwierdził nieortodoksyjny Żyd-wegetarianin, który był tam ordynatorem i pląsał. Od pląsania pacjenci mieli już tego leżenia w piżamach powyżej uszu.
Jak wiadomo, policjantów jest trochę na świecie, więc istnieje jakieś prawdopodobieństwo, że jak się jest w szpitalu, to i tam się spotka jakiegoś funkcjonariusza. No i właśnie tak się stało - policjant został spotkany. Widziano jak zasalutował i powiedział, jakże energicznie i zwięzło: najważniejsza jest litera prawa ("zresztą prawo prawem ale lać łobuzów trzeba" - dodał, ale głos mu siadł i nikt tego nie usłyszał). Potwierdził to uczony w prawie prawnik chory na zatrucie pokarmowe, przez co nie mógł uczestniczyć we wszystkich rozmowach - wiele czasu spędzał w ustronnym miejscu. I to wcale nie było śmieszne.
"Artykuł 2042 mówi jednoznacznie i jest podany jasno na białym! I obowiązywał 2 lata temu, po czym dodano do niego korygendę i można ją sobie kupić za 2 zł, żeby mieć obraz pełny, dzięki czemu ma się cały przegląd sprawy." - ciągnał prawnik, bo lubił lać wodę, tymczasem inni chorzy zastanawiali się, jak by tu się wymigać od przymusowego spaceru po obiedzie, bo akurat nie mieli ochoty na te łażenia. Czuli też niepokój, bo nie wiedzieli czy to jeszcze ich obowiązek, czy już taki mały heroizm, jeżeli ewentualnie pójdą w drugi dzień świąt do kościoła lub po obiedzie na spacer. Niejeden salowy mówił, że OCZYWIŚCIE, ŻE OBOWIĄZEK! Obruszył się na to jeden ze współmnichów, bo drugi zasnął w tym czasie zalany w trzy i trochę. Jeden pacjent w takiej piżamie w paski też na przykłąd czuł się zaniepokojony, ale chciał podejść do sprawy spokojnie. Miał spory potencjał intelektualny, co nie było doceniane w jego miejscu pracy i tu, korzystając z okazji, postanowił się wykazać. Tyle że go zakrzyczeli i nie poczuł się zrealizowany (zrealizował się na szczęście po kolacji, więc proszę się nie martwić).
Szedł mnich Miodek i liczył te swoje koraliki twardo stąpając pzy tym po ziemi. Wspominał przygodę szpitalną po kilku miesiącach i dziwił się. A nadziwić się nie mógł. Już od dawna przecież nie był studentem.

po angielsku napisał John Brosman




Malarza Seby remix baj Bruno


co u nas

nie da się słowami opisać oddalenia; nie można już mówić tylko dla samego mówienia; nic już nie będzie bowiem takie, jakim było kiedyś; ta myśl obecna jest tutaj od ponad pół roku; dotyczyła innych spraw; dziś jest na tyle uniwersalna, by znowu ją wypowiedzieć na głos; wypierać się swojej przeszłości, to jak wypierać się siebie samego; nic już nie będzie takie jak wcześniej; zmartwychwstanie to nie powrót do starego życia, lecz przejście do życia nowego;
najpierw zobaczylismy to jako jedność śmierci i wejścia w nowe życie; w tym kontekście prosić o śmierć to tyle, co prosić o życie; śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie - trzy oblicza tego samego; i złączyły się dwa dni; trzymiesięczna klamra; Dziad Borowy umarł; Dziad Borowy żyje; Dziad Borowy odchodzi, by zostać na zawsze;
gdy mowa jest o zmartwychwstaniu, trzeba pamiętać, że słowo to uzupełnić trzeba słowem wywyższenie; bez tego zmartwychwstanie byłoby tylko wskrzeszeniem (jak na przykład wskrzeszenie łazarza); zmartwychwstanie jest przejściem do nowego życia, a nie powrotem do starego; jednak z drugiej strony mówiąc o wywyższeniu nie należy też zapominać o słowie zmartwychwstanie; bez niego przejście przez śmierć byłoby tylko symboliczne; po zmartwychwstaniu nic więc nie jest już takie, jak wcześniej;
jest więc tak wskrzeszenie, jak i zmartwychwstanie wyjściem ze śmierci; wskrzeszenie wyjściem wstecz, zmartwychwstanie - ku nowemu;
i jest wniebowstąpienie; a oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata;
zobaczyć Jego rany w swoim życiu i uwierzyć; szcześliwi, którzy nie widzieli, a uwierzyli; doświadczyć tego zmartwychwstania - mieć śmierć już za sobą;

nie ja




Malarza Seby remix baj Bruno




okładka (na okładce: Kaczuszka narysowana przez Jaszę)

© Podziemne Pismo Tajniak